MPK News
Z pasją o komunikacji!

Ostatnio miałam okazję popracować w Cieszyńskiej komunikacji zbiorowej i z tym będą powiązane moje najbliższe artykuły.

Praca polegająca na spisywaniu struktury biletowej wymusza kontakt z ludźmi. Potężny szok przeżyłam, kiedy odkryłam, że ludzie nie są przyzwyczajeni do kontroli biletów. Nie to, żeby nie mieli bo większość ma, ale prośba o okazanie wzbudza różne negatywne emocje, od niechęci aż po jawną agresję. Ja trafiłam do Cieszyna w momencie, kiedy badania były już od jakiegoś czasu i ludzie byli mocno poirytowani tym, że ktoś te bilety sprawdza i do tego praktycznie w każdym autobusie. Sama struktura biletowa, w zależności od linii, dnia tygodnia i godziny, liczba osób uprawnionych do bezpłatnego przejazdu to od 10 do nawet 90% wszystkich pasażerów. Trochę młodzieży szkolnej jeżdżącej 2 kursy dziennie jedną linią i naprawdę nieliczna grupa w porywach do 20% korzystająca z biletów normalnych. Sporą grupę stanowili też pasażerowie w wieku 60-70 lat odliczających dni do tej 70, żeby już nie płacić za bilety. To właśnie ta grupa najczęściej i najgłośniej wykrzykiwała tytułowe hasło: bo Żory to mają za darmo!

Nie próbowałam się wdawać w polemikę z ludźmi, którzy byli tak przekonani o swojej krzywdzie i beznadziejnym burmistrzu, za to chętnie podyskutuję z Wami o tym czy komunikacja miejska może być za darmo.

Żory mają komunikację bezpłatną, tylko że moim zdaniem, ona wcale nie jest za darmo. Autobusy trzeba tankować, serwisować, czasami posprzątać, płacić pensje kierowcom, itd... Cieszyn jest miastem bardzo górzystym, praktycznie albo pod górę albo w dół, odcinki płaskie są bardzo krótkie i bardzo nieliczne, miasto ma bardzo dużo rond, co też nie ułatwia poruszania się autobusami, nie daje mniejszego spalania, czyli raczej zwiększa niż zmniejsza wydatki na komunikację.

Zanim zapytam o Wasze zdanie w kwestii tego, czy akurat tam, lub też gdziekolwiek, komunikacja powinna być bezpłatna to postaram się trochę naświetlić to co zaobserwowałam.

Sporo dróg w Cieszynie już wymaga remontu, podejrzewam że wielu rzeczy, na które muszą zostać przeznaczone środki z budżetu miasta przez te kilka dni nie mogłam zauważyć. Ponieważ Cieszyn jest na tyle małym miastem, że po 3 dniach zna się z widzenia zdecydowaną większość mieszkańców, śmiem twierdzić że wpływy do budżetu nie są powalające. Do tego dochodzi naprawdę niewielki wpływ z biletów w porównaniu z liczbą przewiezionych osób. Co ciekawe gapowicze pojawiają się głównie na jednej linii i stanowią tam około 10% pasażerów, na pozostałych liniach stanowią ok. 0,5 -1% podróżujących. W związku z prowadzonymi pracami remontowymi na jednej z głównych ulic i mijanką w godzinach szczytu można było zaobserwować korek. Wydaje mi się jednak, że kiedy zakończą remont to mieszkańcy zapomną jak wygląda korek. Na początku miałam wrażenie, że te autobusy jeżdżą strasznie rzadko i jakimiś okrężnymi drogami. Po kilku dniach pobytu zmieniłam zdanie, to miasto żyje o wiele spokojniej i jest na tyle małe, że niezależnie od tego jak się pojedzie to czas dotarcia do konkretnego punktu jest praktycznie identyczny (przy tempie życia miasta 10 minut nie ma żadnego znaczenia). Moim zdaniem tam nie ma zapotrzebowania na częstsze i szybsze kursy. Czas podróży nie jest czynnikiem decydującym przy wyborze środka transportu. Struktura biletów została już opisana. Część mieszkańców przemieszcza się samochodami, ale moim zdaniem potencjalne oszczędności wynikające z przesadzenia tych osób do bezpłatnej komunikacji nie zrównoważą poniesionych kosztów. No i podnoszony bardzo często w takich dyskusjach argument wydatków na kontrolerów biletów. Jak już wspomniałam, mieszkańcy są nieprzyzwyczajeni do kontroli, stały kontroler w Cieszynie jest aż jeden i sporadycznie pojawiają się osoby z innych miast.

 

O ile nie jestem całkowicie przeciwna bezpłatnej komunikacji, o tyle moim zdaniem rachunek zysków i strat jeśli chodzi o Cieszyn wyglądałby mniej więcej tak:

  • Po stronie zysków:

- niewątpliwe zadowolenie a może bardziej satysfakcja mieszkańców, zwłaszcza tej części, która obecnie płaci bilety emeryckie i o kilka lat wcześniej przejdzie na bezpłatne,
- niewielkie zmniejszenie ruchu w mieście i ograniczenie emisji spalin, o ile ludzie faktycznie zdecydują się przesiąść,
- oszczędność na niewielkich wydatkach na kontrolę.

  • Po stronie strat:

- autobusy zdecydowanie bardziej niszczą drogi niż samochody,
- brak wpływów z biletów,
- prawdopodobnie konieczność uruchomienia kilku kursów więcej, czyli nowy kierowca, nowy autobus,
- stworzenie nowych rozkładów jazdy (UWAGA: obecne funkcjonują w większości od 2008 roku),
- prawdopodobnie likwidacja przynajmniej jednej ze stacji benzynowych, czyli zmniejszenie wpływu do budżetu miasta z tytułu istnienia tejże.

 

Sytuacji wrocławskiej nie będę naświetlać, bo jest znana ale powiem, że tu bym rozważała bezpłatną lub dużo tańszą komunikację, ale nie dla wszystkich. Przede wszystkim dla osób płacących podatki we Wrocławiu. Technicznie jest to praktycznie już przygotowane, wystarczyłoby zanieść PIT za poprzedni rok do punktu i mieć zapis na już istniejącej karcie miejskiej o wysokości i terminie ważności ulgi.

  • Po stronie zysków:

- spora część napływowych mieszkańców zacznie płacić podatki we Wrocławiu,
- zmniejszą się korki,
- zmniejszy się emisja spalin,
- osoby parkujące samochody nie będą zmuszone stawiać auto w niedozwolonych miejscach, bo wolnych miejsc parkingowych w mieście będzie więcej.

  • Po stronie strat:

- zmniejszenie wpływów z biletów,
- konieczność uruchomienia dodatkowych kursów.

Jeśli widzicie jeszcze jakieś zyski lub straty to dodajcie do moich.


Ponieważ nie mam wglądu do faktycznych danych liczbowych to trudno mi się jednoznacznie opowiedzieć, która wersja jest lepsza. Chciałabym jednak, żeby osoby kompetentne przedstawiły takie wyliczenie. Co więcej, śmiem twierdzić na podstawie własnych obserwacji zawartych w tym artykule, dla każdego miasta taki bilans musi być przeprowadzany osobno i w każdym rodzaje zysków i strat będą się różniły.