MPK News
Z pasją o komunikacji!

Wiele osób narzeka, że nie udało im się przesiąść z jednej linii na drugą chociaż w teorii powinno być to możliwe.

Niestety rzeczywistość pokazuje, że rozkład to tylko teoria, która nie zawsze się sprawdza. Czasami zabraknie tylko minuty lub dwóch. Nie możemy narzekać na osoby konstruujące rozkład jazdy bo w wielu miejscach linie są zsynchronizowane. Znajdą się też pewnie takie, gdzie coś jest nie tak, ale nie da się zrobić tego tak, aby wszystkim dogodzić. Poprawić należy jednak czasy przejazdu, które często są nierealne z powodu złego ustawienia sygnalizacji świetlnej i zdegradowanej infrastruktury lub zaingerować właśnie w sygnalizację. Autobusom w godzinach szczytu przeszkadzają korki, które też nie zawsze da się przewidzieć w rozkładzie.

 

Kierujący pojazdami

Innym aspektem jest osoba kierująca pojazdem. Wielu stara się przestrzegać przepisów, które często nie pozwalają na planową realizacje rozkładu, a są też tacy dla których rozkład jest priorytetem i faktycznie udaje się im w jego ramach zmieścić. Jedni są bardziej sprytni, odważni oraz doświadczeni i zależy im żeby pasażer dojechał na czas, a inni "wloką" się całą trasę zważając tylko na to żeby kiedyś dojechać do pętli. Ci "zamulacze" nie tylko denerwują pasażerów, ale także kierujących. Często można być świadkiem sytuacji, w której jeden motorniczy dzwoni na drugiego poganiając go. Ciekawe którzy mają więcej wypadków?


Wiele razy chcę zaczekać na pasażerów z innego pojazdu, ale nie pozwala mi na to system sterujący ruchem. Kiedy podjadę pod sygnalizator za późno, nie dostanę sygnału zezwalającego na jazdę - mówi jeden z wrocławskich motorniczych.


 

Pasażerowie

Kolejną cechą wpływającą na punktualność jazdy są pasażerowie. Jakże często widać sytuacje, w których ludzie wsiadają tylko jednymi drzwiami. Czasami jest to spowodowane wygodą; bo jak motorniczy jedzie na sam koniec przystanku podwójnego, który jest z przeciwnej strony przejścia dla pieszych to niech nie myśli, że ludzie czekający pod wiatą, która jest na drugim końcu przystanku, będą chętnie biec na jego przeciwny kraniec. O ile za danym tramwajem nie ma innego, nie powinien on zatrzymywać się na samym końcu przystanku, ale w miejscu, w którym czeka największa liczba pasażerów. Oczywiście winić o to nie możemy kierujących pojazdami, ale osoby odpowiedzialne za projektowanie infrastruktury, które takich sytuacji nie przewidziały. Ten problem nie występuje na przystankach umiejscowionych przed skrzyżowaniem.

 

Programacja drzwi

Używanie programacji drzwi w lecie w pojazdach bez klimatyzacji jest nieuzasadnione. Kiedyś w wozach typu 105 w ciepłe dni normalnym było, że kierujący otwiera wszystkie drzwi. Teraz niestety jest to rzadkością. Znacznie wpływa to na czas wymiany pasażerów.

 

Przystanki podwójne

Potencjał przystanków podwójnych nie jest w naszym mieście do końca wykorzystywany. Panuje pogląd, że służą one jedynie do zwiększenia przepustowości szlaku, a niekoniecznie do umożliwienia przesiadki na inny pojazd. Jak często zdarzyło Wam się, że tramwaj za którym jechaliście odjeżdżał w chwili podjazdu Waszego? To zabawa w "kotka i myszkę". Czaimy się kiedy uda nam się przesiąść, a często nie udaje się nigdy. Oczywiście można to tłumaczyć tym, że każdy pojazd ma swój rozkład i jedzie jak najszybciej, aby go zrealizować. W praktyce jest jednak tak, że zatrzymuje go najbliższa sygnalizacja świetlna, na czas w którym byśmy zdążyli się przesiąść. Jest to olbrzymia wada przystanków za skrzyżowaniem, które są coraz bardziej popularne. Mają one też swoje zalety, otóż komunikują różne linie w obrębie skrzyżowania, ale po co stosować takie rozwiązania na odcinkach prostych? We Wrocławiu jest to niestety bardzo powszechne...

 

Tabor

Żadnym odkryciem nie jest to, że niska podłoga dostępna z większości drzwi pojazdu bardzo przyspiesza wymianę pasażerów. Niestety we Wrocławiu w dalszym ciągu dominują tramwaje wysokopodłogowe. Brak stopni tylko w jednych drzwiach także nie jest korzystny. Osoba czekającą na taki tramwaj nie jest w stanie określić, w którym miejscu akurat będzie dogodne dla niej wejście z uwagi na zatrzymywanie się wozów w różnych punktach przystanków. Czas jej dotarcia do odpowiednich drzwi uwzględniając to, że ma problemy z poruszaniem się wydłuża postój tramwaju na peronie. W XXI wieku powinno się odchodzić od tego typu rozwiązań pochodzących z lat 90.

 

Przesiadki w praktyce

Bliskim mi przykładem, który pozwolę sobie przytoczyć jest ulica Legnicka wieczorną porą lub w dzień wolny. Jadąc linią 31 lub 32 i chcąc się przesiąść na coś w kierunku Pilczyc, da się czekać 10 minut na przystanku Kwiska na jakikolwiek tramwaj, który nie jedzie na Kozanów. Sytuacja taka w teorii nie powinna być możliwa. Przecież do wyboru mamy aż cztery linie. Czasami nawet prędzej niż coś na Pilczyce potrafi przyjechać kolejny tramwaj na Kozanów, czyli nie było sensu jechać tym którym się przyjechało bo nic to w tej sytuacji nie dało. Nie są to przypadki jednorazowe. Bardzo często korzystam z takiego połączenia i rzadko udaje mi się czekać krócej niż 8 minut we wskazanych przedziałach czasowych. Najgorsze w całej tej sytuacji jest jednak to, że prawie nigdy udaje się przesiąść do tramwaju jadącego przed moim. Zawsze, gdy mój podjeżdża na przystanek podwójny tamten zamyka drzwi i odjeżdża, a potem i tak zatrzymuje go sygnalizacja świetlna. Oczywiście nie byłoby tu żadnego problemu gdyby czas oczekiwania na kolejny pojazd przy nieskutecznej przesiadce wynosił 3 minuty, a nie 10. Po takim zastoju wszystkie tramwaje w kierunku Pilczyc jadą praktycznie za sobą, a potem znowu nic nie ma. Rozkład nie jest w ten sposób skonstruowany, ale nagminne opóźnienia niektórych brygad powodują zgrupowania. Z perspektywy widzenia pasażera w takich sytuacjach, kiedy motorniczy widzi na tablicy SIP, że jest ostatnim pojazdem, po którym jest duża przerwa powinien umożliwić pasażerom wygodną przesiadkę na Kwiskiej. Niestety nie jest to jego obowiązkiem, ale powinno się wprowadzić zasady o tym mówiące bo jak widać rozkładu i sygnalizacji świetlnej przez wiele lat nie da się dopracować. Przez to dużo przesiadek jest nierealnych. Sytuacja drogowa w mieście jest zmienna, dlatego należy działać na bieżąco i nie do końca patrzeć za wszelką cenę na swój rozkład jazdy, ale też na dobro pasażerów i umożliwienie im skomunikowania. W końcu to dla nich jest komunikacja, a takie przypadki bardzo zniechęcają do korzystania z niej.

Drugim miejscem nie zasługującym na pochwałę jest węzeł Dworzec Autobusowy w kierunku Gaju. Tu przesiadka z zatrzymującego się autobusu do stojącego tramwaju też rzadko kiedy się udaje, a później trzeba długo czekać i to nawet w dni robocze (do 7 minut). Ze względu na status tego przystanku powinno być to przecież możliwe. Niestety brak odpowiednich zasad i współpracy między kierującymi doprowadza do tego typu sytuacji.

Moje przykłady nie są odosobnione. Zapewne każdy z Was może przytoczyć swój dotyczący innych lokalizacji i linii.

Kilka lat temu byłem świadkiem rzadkiej sytuacji. Otóż motorniczy tramwaju numer 3 wjeżdżający na przystanek "Rynek" w kierunku Świdnickiej powiedział przez radiostację, aby stojąca na peronie obok siódemka zaczekała na jego pasażerów. Jak widać jak się chce to się da. W tym miejscu stało się to już w większości przypadków regułą, że udaje się przesiąść na tramwaj jadący przez ul. Krupniczą.